7.5.16

Wywiad z bohaterami #1

Ala: Dziękuję za liczny odzew! Jeśli ktoś nie zdążył zadać swojego pytania, zapraszam do odpowiedniej zakładki! A teraz zaczynamy :)

GANG

Anonimowy: Do Scorpiusa (Gang): No to pokaż te swoje kosmetyki :D
Scorpius: Jakie kosmetyki?
Albus: *odchrząknięcie* No wiesz, cytrusowe.
Scropius: Totalnie nie wiem, o czym mówisz, od kiedy cytryny to cytrusy.
Albus: *ściąga brwi* Scorpius. Ty tak serio?
Scorpius: Następne pytanie proszę!


Anonimowy: Rose: Plis, zrób wedding book tag, ale osadź swoich przyjaciół :D
Rose: No dobra, a co to takiego?
*dostaje listę pytań*
*blednie*
Wy tak serio? Co to za chore obyczaje są? Serio muszę?
No dobra.

 1. Osoba, która pomoże Ci wybrać suknię ślubną (kobieta)
Proste! To będzie Laurel!
Lily: Słucham?!
Rose: ...i Lily! O ile się nie pożrą co do koloru, bo ja oczywiście chciałabym biały, ale stawiam, że Laurel...
Laurel: Zielona! Zielona będzie super!
Rose: No i po rozmowie. Następne pytanie!

2. Osoba, która urządzi Twój wieczór panieński (kobieta)
Rose: Przepraszam, Laurel, ale to będzie Lily! Wcale nie dlatego, że tak bardzo doceniam jej talent organizatorski, raczej nie pozwoliłaby nikomu innemu wtrącić się w jej plany. Tylko proszę, Lily, żebym się nie zapadła pod ziemię..
*Lily chichocze*

3. Osoba podprowadzająca Cię do ołtarza (mężczyzna)
Mam osadzić tylko przyjaciół? No to Al! Hugo na pewno by się gdzieś wypierdzielił po drodze albo spóźnił, a Al, jako mój najlepszy przyjaciel, na pewno by mnie nie zawiódł. No i to właśnie jego chciałabym mieć tego dnia przy sobie.

4. Ksiądz (mężczyzna)
Co to za pytania są w ogóle. *wyciąga podręczne drzewo genealogiczne Weasleyów*
Kończą mi się przyjaciele, Riley przecież nie będzie księdzem.
Riley: Bo co?
Rose: *wzdycha*
Myślę, że Louis całkiem nieźle sprawdziłby się w roli księdza. O, albo Lorcan, syn cioci Luny. Jest zawsze taki cichy i ułożony i to na serio, a nie jak Albus, że jakieś pokazówki odstawia.
Albus: Słuchaaam?
Rose: Ćśśśś...

5. Szczęściara, czyli ta, która złapie welon (kobieta)
Emma! To jest, pewnie już będzie po ślubie, kiedy ja będę brać ślub, ale gdybym miała brać go teraz, chciałabym, żeby to Emma złapała welon, bo to najcieplejsza kobieta pod słońcem.
Lily i Laurel: Wow, dzięki.

6. Osoba, która wygłosi przemówienie (mężczyzna)
Riley. I tak by mi suszył głowę, żeby to zrobić, no i to chyba normalne, że najlepszy przyjaciel wygłasza przemówienie, co nie?
Tylko na poważnie, przygłupie, bez wygłupów.

7. Osoba, która zajmie się muzyką (mężczyzna)
...Hugo. Niech ma szansę się wykazać.

8. Król parkietu (mężczyzna)
James! O, już to widzę, jak próbuje zatańczyć absolutnie ze wszystkimi, a Emma ciągle go za to opiernicza, a Jane...
Fajna z nich rodzinka. Tak.

9. Osoba, która za dużo wypije i wyląduje pijana pod stołem (mężczyzna)
Nott. Pierwszy w kolejce do butelek.
Riley: Co Nott miałby robić na twoim ślubie?
Rose: No przecież to kumpel S... A wiesz co? Poproszę następne pytanie.

10. Mąż (mężczyzna)
*rumieni się*
Słucham? Może... może ma ktoś inne pytania?
Laurel: Nie obsadziłaś jeszcze nigdzie Scorpiusa.
Rose: Dalej, dalej, idziemy dalej!

Anonimowy: Do Gangu: Mam głębokie, życiowe pytanie, ufam, że nie jest zbyt osobiste i będziecie w stanie udzielić odpowiedzi. Jaki jest Wasz stosunek do dżemu malinowego?
Rose: Wow, ile anonimów się nami interesuje.
Albus: Podejrzana sprawa.
Riley: U-WIEL-BIAM DŻEM MALINOWY!
Laurel: Czego ty nie uwielbiasz?
Riley: Dżemu mandarynkowego, dżem mandarynkowy to dzieło Voldemorta.
Lily: KTOŚ POWIEDZIAŁ DŻEM MANDARYNKOWY?
Hugo: Malinowy, kretynico.
Lily: Nie ma nawet takiego słowa, kretynusie.
Hugo: Ynynynyny!
Lily: Ynynysndauha!
Albus: To niesamowite, że nie są rodzeństwem.
Rose: Ja się chętnie zamienię, Lily bierze Hugo, ja bierę ciebie.
Albus: Spoko. Możemy spisać umowę.
Scorpius: Dżem malinowy jest spoko, ale jakoś nie szaleję.
Rose: Słucham? Nie szalejesz za dżemem malinowym?
Socprius: No nie jest to najlepsze, co może być, prawda?
Rose: A niby jaki dżem jest lepszy?
Scorpius: A dlaczego zakładasz, że dżem musi być najlepszy?
Rose: Ale pytanie dotyczy konkretnie malinowego dżemu, a nie dżemów ogólnie.
Scorpius: No i odpowiedziałem, że są lepsze rzeczy od dżemu malinowego.
Rose: No to w kategorii dżemów, jaki niby dżem jest lepszy?
James: DLACZEGO nikt nie wynalazł dżemu czekoladowego?
Albus: *szeptem do Laurel* To jest serio mój brat?
Lily: NASTĘPNE PYTANIE!

Anonimowy: Czemu Scorpius wybrał akurat taki napis na koszulkę (future mrs malfoy)?
Scorpius: Szczerze mówiąc, nie wybrałem. Laurel powiedziała, żebym zdał się na nią i tak jakoś wyszło.
Rose: SŁUCHAM?
Riley: Oj, grabisz sobie dzisiaj, Malfoy, grabisz. Najpierw dżem malinowy, teraz to.
Scorpius: To odpowiednia chwila na ucieczkę?
Riley: Zdecydowanie.
Scropius: NO TO CZEŚĆ!

Julia: Do gangu hogwartu: jaki macie stosunek do rodziców?
Rose: Mama jest wymagająca i często trochę przesadza, ale tata jest dobrą przeciwwagą.
Hugo: Masz na myśli, że jest kompletnie nieodpowiedzialny?
Rose: Bez przesady, czasem ma przebłyski. W każdym razie, nasi rodzice są cudowni.
Albus: To samo tutaj, chociaż nie powiem, ciężko było przyzwyczaić się do NAZYWASZ SIĘ POTTER?, ale mama zawsze nas wspiera, a tata stara się chronić przed medialnym tłumem.
Lily: Nie wiecie nawet, co to znaczy nazywać się Lily Potter i odwiedzać pierwszy raz gabinet dyrektora.
James: Nie wiecie nawet, co to znaczy nazywać się JAMES POTTER i odrabiać szlaban w gabinecie dyrektora.
Albus: Co wy wiecie o nazywaniu się i gabinecie dyrektora.

Laurel: Wracając do tematu, jestem półkrwi i moja mama bardzo ograniczyła ze mną kontakt, odkąd się dowiedziała. Za to tata stara się za dwoje i jest naprawdę cudowny.
Riley: Mam pięcioro rodzeństwa i jestem idealnie środkowy, i powiedzmy, że nie jestem pupilkiem rodziców. Ot, żyjemy sobie razem, ale lepiej mi jest w Hogwarcie.
*wszyscy zerkają na ostatniego w kolejce Scorpiusa*
Scorpius: Rodzice, tak? Jest jakieś inne pytanie?
Ala: Niestety nie, nikt was nie lubi.
Scorpius: To oddajmy głos innej grupie, dobra? Dobra? DOBRA?
Rose: Dobra, Malfoy. *szczerzy się*

Lament oceanu (zawiera spoilery)

Najpierw pytania z aska, gdzie królowała Amela, tak więc zaczniemy od jej pytań :).

Czy James popiera aborcję?
James: Jak najbardziej.

Jaki jest stosunek Jima do panującej obecnie w Europie sytuacji? Czy popiera przyjmowanie imigrantów?
Jim: Sytuacji... gdzie? Przyjmowanie... kogo? Co?

Jakie są ulubione glony Sagary?
Sagara: Czy ty pytasz o... jedzenie? Nie jem glonów. Czy ty jeż trawę, hę? Za to sinice nieźle robią na cerę.

Ojciec Marie był osobą o poglądach prawicowych czy lewicowych?
Pan Tandri: Prawo... chyba... co? *zagląda jeszcze raz do encyklopedii, odchodzi zakłopotany*

Czy Marie ma rozum i godność człowieka?
James: Nie. Następne pytanie poproszę.

Czy książę był wierzący? Jeśli tak, to w jakiego boga wierzył? Czy kierował się w życiu zasadami swojej religii? :)
Książę: Oczywiście, wierzę w mojego boga i prowadzi mnie on przez życie.

Jakiej długości był harpun, którym przebił się Jim? Przez kogo został wykonany? Czy przybliżysz kiedyś historię tegoż harpuna swoim fanom?
Ala: Nie wiem w sumie, kto powinien na to odpowiedzieć, więc powiem, że to był mały harpun, tak długości mojej nogi (noga jest długości standardowej nogi) i nie przybliżę historii tego harpuna. Został zakupiony w sklepie z harpunami przez Baxtera.

Jaka jest historia syreny upolowanej niegdyś przez ojca Marie? Jakie miała marzenia? Jakie cele? Czy lubiła krasnorosty?
Pan Tandri: Nie wiem, nigdy z nią nie rozmawiałem. A upolowałem ją przypadkiem, zaplątała mi się, głupia, w siatkę.

Czy cała rodzina Tandri choruje na przewlekłą chorobę psychiczną zwaną brakiem godności i rozumu człowieka? 
James: Tak. Następne pytanie poproszę.

Gdyby Sagara nigdy nie była syreną, spotkałaby Jima? Pokochałaby go? Urodziłaby mu dzieci? Byłaby typem kury domowej czy kobiety wyzwolonej?
Sagara: Nie spotkałabym go, bo w momencie jego narodzin byłabym martwa już od jakichś dwustu lat. Ale nie byłabym kurą domową.

[do Marie] Co działo się po połknięciu Cię przez rekina? Jak wspominasz tę przygodę? Leciałaś przez jego przełyk swobodnie, czy może musiałaś się np.czołgać? 
Marie: Nadziałam się na kieł. Nie pamiętam zbyt wiele, było ciemno.

[do Jamesa] W jaki sposób wróciłeś na powierzchnię? Jak pozbyłeś się błony (XDDD) z głowy? Jakiego narzędzia użyłeś do zdjęcia jej?
James: Szczerze mówiąc, sama spłynęła wraz z wodą.

Czy oczy Alyvii były nasączone chloroformem?
Ayvja: Co... Kto zadaje te pytania i o co mu chodzi?

[do Jima] Czy sposób, w jaki popełniłeś samobójstwo, był symbolem Twojej miłości? Celowo wybrałeś narzędzie, którym (chyba) dokonywano masowych mordów na gatunku Sagary? 
Jim: Szczerze mówiąc, to wiem, że zabiłem się, żeby ona mogła uciec. Gdybym tego nie zrobił albo zrobił to w innym miejscu, śmierć byłaby bez sensu.
Harpun był akurat pod ręką.

[do Sagary] Czy budzą Cię czasem w nocy wyrzuty sumienia spowodowane rozbijaniem ostryg o ścianę? Czy słyszysz ich piski i błagania o litość we śnie?
Sagara: To był kamień, dobra? Albo skała. Coś takiego. A czy ty słyszysz piski komarów i much we śnie?

[do Jamesa] Jak puszczać gniewnie kaczki? Czy mógłbyś udzielić mi kilku rad? 
James: Najpierw musisz wyzwolić swój prawdziwy gniew, a potem poczuć, jak wypływa z ciebie wraz z energią przeznaczoną na puszczenie kaczki. Bez prawdziwego gniewu jest to niestety niemożliwe.


Następne dwa pytania zadały anonimki :)

[Lament oceanu] Jakie kolor włosów ma Jim? *-*
Sagara: Jestem całkowicie pewna, że kiedyś wspominałam, że jest blondaskowaty albo coś takiego. Nie wspominałam?

Książę (LO): Gdzie twoi rodzice? Jak się nazywasz?
Książę: Nie żyją. Jestem samodzielnie panującym władcą. Niestety, zginęli w tragicznych okolicznościach, nigdy niewyjaśnionych.
A nazywam Engelbert Albert Egbert VIII Wettyn.


I pytania spod zakładki!

Kasia: Do Jima (Lament oceanu): Czy nie uważasz, że zabicie się na oczach Sagary było nieco egoistyczne? 
Jim: Ech... egoistyczne byłoby zabicie się nie na jej oczach, bo nie byłoby z tej głupiej śmierci żadnego pożytku.

Anonimowy: Do Jima (LO): Za co kochasz Sagarę?
Jim: Za... hmm... za to, że nigdy mnie nie oceniała, za to, że zawsze wracała, za to, że słuchała.

Anonimowy: E, to ja w drugą stronę: Sagara, za co kochasz Jima?
Sagara: Za to, że czekał i że rozumiał. Że się nie bał. Że był.


Wszystko inne

Kasia: Do Julii (730 dni): Jesteś jeszcze z Tomkiem?
Julia: No... tak. Tak, jak wcześniej.

Asimara: Do Julii (730): Jak to się stało, ze zaczęłaś pisać z Tomkiem?
Julia: Poczta się pomyliła i zamiast do mojej przyjaciółki, list dotarł do Tomka. A ten głupek, zamiast powiedzieć, że to nie do niego, odpisał mi. No ale nie żałuję!

Julia: Do tancerki (Corps de ballet): pozbierałaś się po wypadku? (Zakładam, że to był wypadek, właśnie, co się stało?). Znalazłaś coś czym mogłabyś się zająć po wypadku? Kibicuję żeby tak, chociaż tak jak teraz jest bardziej dramatycznie ;-; Ps. Do Ali: nie podawaj jej imienia, uwielbiam myśleć nad tym, jak się nazywa, wygląda, kogo kocha i co lubi na śniadanie :D Właśnie! Tancerko:co lubisz jeść na śniadanie?
Ala: No dobra, nie podam, że ma imię na S ani w ogóle nic, sznuruję usta.
Tancerka: Ha, jeśli ktoś lubi mój cholerny dramatyzm, to może przeskoczyć do następnego pytania. Teraz szyję. Aktualnie odbywam staż w Royal Opera House i mam okazję szyć kostiumy corps. Bardzo odpowiedzialne zadanie, bo wszystkie muszą być absolutnie identyczne, ale co tu dużo mówić - kocham to prawie tak bardzo, jak taniec!
Kiedyś miałam ściśle określoną dietę, teraz jem to, na co mam ochotę, nawet pączki. 
Tak, to był wypadek.

Do Amelii Ollivander (wytwórca różdżek):Jak kręci się biznes? Znalazłaś więcej listów? Kim jest twoja współlokatorka?
Amelia: Biznes powoli się rozkręca, powoli znajduję przyjaciół, jest naprawdę fajnie! Co do listów, nie mogę powiedzieć, trzeba czekać, aż stwórca ruszy tyłek. Moja współlokatorka nazywa się Dominique i nieźle się dogadujemy!

Do Patrycji (Wino z jagodami): Walczyłaś o Ewę dalej?
Patrycja: Nie mam z Ewą kontaktu.

Do Andiego (świąteczny drób czy coś w tym stylu) : Z czym był ten kurczak i dlaczego nie lubią cię w obozie?
Andy: No nie, znowu!
Arthur: Nie no, tego jeszcze nie było, żeby nas ktoś pomylił, nie?
Andy: Ale regularnie myślą, że jestem facetem.
Arthur: Sama sobie taki pseudonim wybrałaś.
Andy: No dobra, to kto ma odpowiedzieć na to pytanie? Mnie chyba lubią w obozie. A kurczak był suchy, ale naprawdę soczysty.
Arthur: I tyle powinno wystarczyć, ale korzystając z okazji, odpowiem, że zasłużyliśmy sobie na własną serię krótkich opowiadań, więc wyczekujcie Antropomorficznych Antybohaterów, bo to my!
Andy: Za duża A. Andy, Arthur, Antropomorficzny Antybohaterowie.
Arthur: A to alfa i bardzo dobra ocena.
Andy: W sumie dobry omen.
Arthur: Na szczęście pierwsze opowiadania (Bożonarodzeniowy drób) nie jest na A.
Andy: Dobra, no to arrivederci!
Arhur: Ale śmieszne.


Zadaj pytanie -> zakładka, ask.

5 komentarzy :

  1. Dżem czekoladowy istnieje przecież! XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest oszukany dżem, bo jest robiony na bazie innego dżemu, owocowego i dorzuca się czekoladę. Jamesowi chodziło o czysty dżem z czekolady :)

      Usuń
    2. No ale lepszy taki niż inny :'D

      Usuń
  2. Genialne.
    Wedding tag wygrał wszystko :')

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka