23.12.16

Bardzo rodzinne Boże Narodzenie [Harry Potter] [BLOGMAS]

Ron i Hermiona nie mogli sobie wymarzyć piękniejszych świąt. Pani Weasley wysyłała co prawda wyjca za wyjcem, ale nie złamali się.
– JAKIE PIERWSZE ŚWIĘTA WE WŁASNEJ RODZINIE, JESTEŚCIE MAŁŻEŃSTWEM JUŻ OD NIE WIADOMO JAK DAWNA, RONALDZIE WEASLEY, OCZEKUJĘ, ŻE ZJAWISZ SIĘ W DOMU NA ŚWIĘTA, PONIEWAŻ NIE WIDZIAŁAM CIĘ OD PÓŁ ROKU I NIE PRZYJMUJĘ DO WIADOMOŚCI ODMOWY, JUŻ BILL SOBIE WYPRAWIŁ „RODZINNE ŚWIĘTA” I PO CO? ŻEBY CIEBIE PRZEDE MNĄ UKYWAĆ! – i tak dalej, i tak dalej.

Mimo wszystko pani Weasley musiała przyjąć do wiadomości, że tegoroczne święta Weasleyowie spędzą w ograniczonym składzie.
Wkrótce potem do pomysłu jednorazowego odłączenia od uczty w Norze przyłączyła się Ginny (i niemający wiele do powiedzenia Harry). Do niej pani Weasley też wysłała wyjca (MAM PRAWO ZOBACZYĆ SWOJEGO NAJMŁODSZEGO WNUKA Z OKAZJI ŚWIĄT, NA PEWNO UKARTOWALIŚCIE TO Z RONEM, JUŻ JA WAS ZNAM, JESTEM PEWNA, ŻE COŚ UKRYWACIE…), ale Ginny nie dało się tak łatwo zakrzyczeć, jak Rona, i w Norze latały talerze.
Ostatecznie pani Weasley niechętnie dała wszystkim spokój, idąc na ugodę, że wszyscy stawią się w Norze w następny dzień.

Mały Albus Severus (Ron nadal nie mógł pojąć, dlaczego jego siostra zgodziła się nazwać tak syna) machał nóżkami w nosidełku, kiedy Ginny krzątała się w kuchni Hermiony. Hary skakał wokół dziecka, próbując zająć je na jak najdłuższy czas, żeby dało matce gotować w spokoju. Ginny jednak uwijała się ze świątecznymi obowiązkami jak domowy skrzat, wszystko szło jej bardzo sprawnie.
Ron bawił się z Potterem Juniorem, podobno zwanym przez niektórych James Syriusz, na wielkim dywanie w salonie. Chłopiec wydawał się niezwykle zainteresowany małą sprężynką. Patrzył jak urzeczony, kiedy wujek zgniatał ją między palcami, i wesoło klaskał, kiedy sprężyna wyskakiwała z wielkich dłoni Rona. Co chwilę rozglądał się za mamą, żeby pokazać jej tę magiczną sztuczkę, ale mama wciąż stała w kuchni.
– Zobacz, Hermiono, trochę mugolskiej techniki i się Junior gubi – zauważył Ron. Hermiona uśmiechnęła się.
– A jakby się magicznie sama wystrzeliwała? – podrzuciła, zagłębiając się bardziej w fotelu. Ron otworzył szeroko oczy podekscytowany i wyszarpnął różdżkę z kieszeni. Stuknął nią w sprężynkę, a ta wystrzeliła jak korek szampana i zaczęła odbijać się od wszystkiego. Junior zaczął płakać, a sprężynka zatrzymała się w otwartym kominku.
– Ups – westchnął Ron i chwycił Juniora w ramiona. – No już, nie becz, to tylko zabawa. Hermiono, on dalej beczy – zauważył odkrywczo, a jego żona zaczęła podnosić się z fotela. – Nie, nie, nie, nie wstawaj!
Znalazł się przy niej w dwóch krokach i posadził Jamesa na jej kolanach. Dziecko natychmiast przestało płakać.
– Ron, to mnie denerwuje, nie jestem inwalidą. Myślisz, że jak się czuję z tym, że Ginny sama organizuje cały świąteczny posiłek w moim własnym domu? Straszne. A przecież mogłabym jej pomóc, gdybyś dał mi chociaż wstać z fotela! – Hermiona była wyraźnie rozjuszona.
– Pamiętasz, co mówił uzdrowiciel? – mruknął Ron i porwał Jamesa w powietrze, wydając odgłosy mające imitować latający samolot. Junior zaczął się śmiać.
Wylecieli wspólnie do kuchni, gdzie Harry podrzucał małego Albusa.
– Co tam, Junior? – zagadnął starszego syna, a ten zaśmiał się w odpowiedzi. Ron przystanął na chwilę.
– Skoro mamy teraz dwóch Juniorów, to jak będziemy ich odróżniać?
To pytanie na chwilę zbiło z tropu Harry’ego. Nawet Ginny zatrzymała się nad garnkiem.
– Junior Drugi? – podrzucił Harry, przytulając Albusa.
– Junior Junior? – zaproponowała Ginny, powracając do machania różdżką nad garnkami.
– Junior i Junior Junior brzmi, jakby Albus był synem Juniora – zawyrokował Ron, marszcząc nos.
– Junior Senior! – zawołała Hermiona z korytarza. Ginny natychmiast podłapała.
– Kochanie, usiądź! – wrzasnął Ron, zostawiając Juniora Seniora uczepionego do nóg Ginny. Hermiona wyrzuciła ręce w powietrze i wróciła naburmuszona na swój fotel.
– Dajcie mi chociaż zająć się dziećmi! – zawołała w desperacji. – Ty i Harry będziecie mogli zająć się czymś produktywnym.
– Ale… tak dwa naraz? – Ron zbladł.
– Nie jestem kaleką – warknęła Hermiona.
W drzwiach stanęła Ginny z różdżką w dłoni.
– Ron, pozwól jej coś zrobić, bo zeświruje od tego siedzenia.
Ron wzruszył ramionami.
– No dobra, to twoje dzieci.
– Sądzisz, że nie dam sobie rady z dziećmi? – warknęła Hermiona przerażającym tonem i rozpoczęła miotanie zaklęciami w uciekającego Rona. Ginny wybuchła śmiechem.
W końcu jednak Juniorowie zostali pod opieką Hermiony, a Harry i Ron zajęli się dekoracjami domu. Z różdżkami było to dziecinnie proste, ale Ron cały czas psuł jakąś dekorację w salonie, żeby tylko mieć żonę na oku. Hermiona w duchu uważała to za urocze, ale mimo wszystko wydawała z siebie odgłosy irytacji, mając nadzieję wykurzyć męża. Nic z tego – dzielnie trwał na posterunku.

Kiedy dom był już przystrojony, dania ugotowane, Potterowie wrócili do siebie, a cały dom pogrążył się w oczekiwaniu na jutro, Hermiona wreszcie przeniosła się kanapę. Wcześniej nie chciała okazywać słabości, ale teraz czuła się na tyle bezpieczna, aby zdobyć się na chwilę wahania.
Ron przyniósł jej kubek herbaty.
– Jak się czujemy? – zapytał miękko i pogładził Hermionę po policzku.
– Troszkę słabo – przyznała żona, ale mimo to uśmiechnęła się blado. Ron zmarszczył czoło na ułamek sekundy.
– A jak się czuje mały Ronald! – zawołał przesadnie wesołym tonem i przyłożył ucho do brzucha Hermiony. Ta wybuchła śmiechem.
– A jeśli to Ronalda?
– Prędzej Hermiona – poprawił żonę Ron. – Wtedy to będzie najpiękniejsza różyczka ze wszystkich.
– Czemu różyczka? – zdziwiła się.
– Bo to najpiękniejsze kwiaty – przyznał bez ogródek Ron – a moja Różyczka będzie najpiękniejsza z najpiękniejszych.
Hermiona zachichotała.
– Nie ma w tym nic śmiesznego – stwierdził śmiertelnie poważnie. – W końcu ma takie geny!
Hermiona przewróciła oczami, a Ron odrobinę się speszył.
– Miałem na myśli ciebie.
Spróbowała się podciągnąć, aby pocałować go w policzek, ale Ron natychmiast ją przytrzymał i sam pocałował Hermionę w czoło. Ścisnęła jego dłoń.
– Wesołych świąt, Ron.
– Wesołych świąt, Różyczki.



Wesołych świąt, najlepsi z czytelników <3.

Dzień 23. Wszelkie podobieństwa do 2040 zamierzone.

10 komentarzy :

  1. Ostatni dialog <3 :D. Cukrzyca. Kocham Romione. I Rona. Więcej tego szipu <33333333.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię sobie sypnąć cukrem w tych fikach, przekupuję was za te wszystkie morderstwa!
      Pomyślę ;)

      Usuń
  2. Zazwyczaj nie komentuję na zb, chociaż czytam, ale dziś po prostu musiałam <3
    Zakochałam się! I awww, Harry jest z Ginny, spełniły się moje marzenia. (Jestem dopiero na 3 tomie HP, nic nie wiem xD)
    A Romione jest absolutnie urocze, ostatni dialog to było to, czego na święta potrzebowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CO TO ZNACZY ZAZWYCZAJ NIE KOMENTUJĘ, A CZYTAM :CCCCCC. Łamiesz mi serduszko :<
      Sorki za wszelkie spoilery ;-;

      <3

      Usuń
  3. Romione <33333
    "Różyczki" <3
    Cukier jest dobry. Więcej poproszę.

    Dzień 23, jak ten czas leci... Kiedy ja wszystko nadrobię? D:

    OdpowiedzUsuń
  4. OMGOMGOMFG.
    Cu-do-wne. Jejciu! W imieniu ludu mówię, iż jest on usatysfakcjonowany. Tyle klimatu! Tyle miłości <3! No, ten cukier troszkę wynagradza twoje morderstwa, ale tylko trochę.
    Wesołych świąt, najlepsza blogerko :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy pomysł na opowiadanie, a spodobał mi się zwłaszcza ten dialog o różyczkach, już wiemy czemu Rose. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest takie słodkie 😍 Dopiero dzisiaj nadrabiam, bo nie było mnie w domu i nie miałam czasu ;_; Niestety na życzenia świąteczne trochę za późno, więc Szczęśliwego Nowego Roku! 😁

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka